nie-pluj-jadem-swiat-jest-super

Bądź dobrym saperem

Mówią, że świat jest taki, jakim go widzimy, a ja myślę, że jest, jaki jest. Mówią, że Polska dzieli się na zadowolonych i sfrustrowanych, a ja myślę, że dzieli się na Polaków, zwyczajnie na ludzi. Patrzę na nich i widzę, że każdy ma plusy i minusy, jakieś ciemne i jasne oblicza, lepsze i gorsze dni. Wybieram, wybrzydzam, a jak trzeba to wygrzebuję te pozytywy spod grymasów i spojrzeń z ukosa. Wolę żyć w przyjaznym świecie.

Sama wybieram, czy świat jest super, czy ledwo jako taki. Wolę wersję super, w której ludzie są raczej życzliwi i uczciwi, psy podbiegają do mnie nie po to, żeby mnie zeżreć, a ten koleś w metrze nie nadepnął na moje nowe buty bo jest idiotą, tylko dlatego, że zwyczajnie stracił równowagę. Każdemu się zdarza. W takim świecie lepiej mi się żyje, bo widzę wokół życzliwych ludzi i jestem dla nich miła. Wtedy oni, podbudowani moim uśmiechem, odwzajemniają go. Nie zawsze, fakt. Ale zazwyczaj tak się dzieje i to mi wystarcza.

Ja też jestem wtedy lepszym człowiekiem i spirala życzliwości się nakręca. Świat jest super! Dopóki nie rozbije się o jakiegoś skrajnego frustrata. Ten typ potrafi nawet mnie wytrącić z błogostanu, czasem na dobrych kilka godzin. Mam dwa ulubione typy – po pierwsze starsi ludzie, którzy poprzechodzili na wcześniejsze emerytury, bo ktoś im wmówił, że tak będzie lepiej, a teraz nudzą się już od 15 lat i czują coraz bardziej zbędni i wyalienowani. W zasadzie nie dziwię się ich frustracji, choć za każdym razem szokuje mnie jak potrafią pokąsać każdego, kto waży się rzucić im życzliwe spojrzenie. Po drugie, matki z wózkami i dziećmi na rękach, które mijam jadąc na rowerze po chodniku. Zwykle jeżdżę ulicą, ale czasem się nie da. Widzę taką z daleka, zwalniam, kilka metrów przed nią zatrzymuję się, zsiadam z roweru i jeszcze czasem wejdę na trawnik, żeby jej ustąpić miejsca. I w jednym na 2 przypadki oberwę tak: Nie jeździ się na rowerze po chodniku. Nota bene często następuje to w miejscach, gdzie mam pełne prawo po tym chodniku jechać. Rozumiem ich frustrację, bo pewnie dziennie mija ich ze świstem tuzin rozpędzonych rowerzystów, a kilku zahacza jeszcze o wózek albo pieluchę dzieciaka.

Nie ma co się pieklić, niektórzy mają zwyczajnie gorszy dzień. Mnie też się zdarza. I nie zawsze przecież sypię uśmiechami na prawo i lewo. Jeszcze nie zwariowałam. Zwyczajnie, po krótkich chwilach frustracji wiem, że lepiej czuję się w świecie malowanym przez pozytywne nastawienie. Do niego dążę. Za nie się nagradzam – i świat mnie nagradza. Bo każdy odwzajemniony uśmiech, każde przytrzymane drzwi i każdy komplement uznany za prawdziwy (a nie za bezczelną jadowitą złośliwość) to trochę mniej chodzących tykających bomb, gotowych wybuchnąć znienacka.

Bądźmy dobrymi trenerami i dobrymi saperami.

Frelka

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>