bieganie

Crowdfunding jest jak Runmageddon

Mama powiedziała mi kiedyś, że bieg na orientację jest jak życie w pigułce. A ja myślę, że biegi w ogóle odzwierciedlają wiele życiowych sytuacji. Próby, błędy i wyznaczone tory, nasze wybory, pomyłki, porażki i sukcesy.

Bieżnia oznacza wyścig. To bezwzględna konkurencja, w której każdy biegnie sam i każdy marzy o złocie. Ale to także prosty tor, na którym nie sposób się zgubić. Zwyciężą nieliczni, ale każdu w końcu doczłapie się do mety, jak po sznurku.

Ale z dzieciństwa znam inne standardy. Wspomniane już biegi na orientację. Gdzie zostajesz sam z mapą i kompasem. Trasa nie jest wyznaczona, wiesz tylko, że musisz zaliczyć wszystkie punkty kontrolne. Matura, dyplom, praca, mieszkanie. Rzeczywiście jest trochę jak w życiu. Ktoś inny ustala kolejność, ale ty ustalasz trasę. Możesz się też na wszystkich wypiąć i zmienić kolejność. Dziecko przed maturą? Babcia nie będzie szczęśliwa. Zdyskwalifikują cię i medalu nie dostaniesz, ale co się przebiegniesz to twoje.  Tam też niektórzy biegną na rekord albo po zwycięstwo. Im nie warto zawracać głowy, bo nie dość, że nie pomogą, to jeszcze mogliby nie wygrać. Ale całą resztę można i warto sobą zainteresować. Kiedy gubisz się w lesie, prawie każdy, kogo poprosisz o pomoc, pomoże, pokaże Ci gdzie jesteś na mapie, pożyczy kompasu, jeśli zgubiłeś swój.

Jest jeszcze trzecia grupa, czyli świat internetowej społeczności, w tym świat crowdfundingu, gdzie każdy jest nastawiony na wspieranie innych. Jak nie złotówką to lajkiem. Mam tu oczywiście na myśli świat społeczności istniejących, a nie tych medialnych. Cohabitat, nie pokolenie JP2. Te grupy ludzi nastawionych na zaangażowanie, otwartych na innych i zawsze gotowych do wsparcia kojarzą mi się z ludźmi, którzy biegną Runmageddon. Sama jeszcze nie biegłam, ale miałam okazję obserwować biegnących w Sopocie. Wspaniały zapach błota i potu. A wygląda to tak:

większość potrzebuje pomocy i chętnie sama pomoże, choć nie zawsze wie jak, albo nie ma warunków. Mniejszość może pomagać, chce pomagać i robi to. Pomaga dziesiątkom ludzi, ze swojej i z innych drużyn. Tu oczywiście też niektórzy walczą o podium. Pozostali szanują to i schodzą im z drogi. Zresztą, ci wariaci biegną sobie przodem niczym hity Kickstartera pozwalając reszcie biec lub maszerować nieco wolniej i w błocie po pachy cieszyć się trudem i znojem. Bo cały ten wysiłek przynosi mnóstwo radości z każdej pokonanej przeszkody, z każdego pokonanego progu, z poczucia, że można góry przenosić.

To też jedna z przyczyn, dla których tak lubię crowdfunding.

Frelka

PS: Jeśli nie lubisz biegać, na pewno dopasujesz odpowiednie analogie z siłowni albo fitnessu, z nart, żeglowania albo nauki języków obcych. Czekam na propozycje. Crowdfunding jest jak…?

 

***

Update: Dla Gniewomira (Być jak Raramuri) crowdfunding jest jak bieg ultra!

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=QEa-O8Xmkzs]

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>