avant-garde

Awangarda w sztuce

Fowizm, kubizm, konstruktywizm, surrealizm i dadaizm. Znamy je. Nie zawsze pamiętamy, że wszystkie powstały na początku XX wieku i odrzucały dotychczasowy dorobek sztuki. Artyści tych nurtów szukali nowej drogi. Awangarda, z francuskiego avant garde, oznacza straż przednią.

Tyle historii. Dziś mamy do czynienia z zupełnie nową awangardą – dla niektórych określa ją technologia, dla innych niektórych podporządkowanie, czy też oparcie na tzw. społeczności (bardzo zresztą umownej). Okazuje się, że w tej awangardzie nie brakuje artystów, którzy nie boją się crowdfundingu ani crowdsourcingu. Nie boją się utraty autonomii i praw. Dostrzegają potencjał w mniej lub bardziej przypadkowej masie ludzi, do których przemówi ich projekt. Ustalają reguły gry i pozwalają zagrać każdemu. I każdy może stać się częścią dzieła sztuki.

KURT JOHANNESSEN I PROJEKT WŁOSY

Kurt Johannessen z Norwegii uznał, że byłoby wspaniale zebrać w jednym miejscu całą populację Ziemi – by mogła być blisko, być razem i dzielić się doświadczeniami. Jak to zrobić? Na przykład uznać, że ludzi reprezentować może coś bardzo małego. Włosy. Na każdego człowieka jeden włos. Spisał zasady (m.in. oddawanie włosów musi być zupełnie dobrowolne, włosy muszą pochodzić z głowy dawcy) i ruszył w świat. Na razie dzięki wysiłkom własnym i 88 ambasadorów zebrał 3861 włosów (a zatem w projekcie wzięło udział 0,0000529% populacji świata). Czy uzyska kiedyś 1%? Trzymam kciuki. Czy uzyska 100%? Nie, bo zasadą o pochodzeniu włosów z głowy dyskwalifikuje łysych. Czy oddałam swój włos? Tak. Was także zachęcam. Szczegóły tutaj (po angielsku; gdyby ktoś potrzebował tłumaczenia na polski, służę pomocą).

POLA DWURNIK I ALTERNATYWNA HISTORIA SWIATA

Człowiek wziął sobie do serca zasadę “dziel i rządź” i kulę ziemską podzielono na kraje. Skutki tego dość umownego podziału widać co i rusz na jakiejś ruchomej granicy. Ale nie o tym. Kraje mają swoje godła, waluty i operatorów pocztowych (choć Kolumbia podobno go nie ma), a także pocztowe znaczki. Różnią się i tematyką i podejściem do tematów uniwersalnych. Różnią się twarzami bohaterów, krajobrazami i interpretacją historii. Mówią o ważnych ludziach i rocznicach, o wynalazcach, artystach i odzyskaniu niepodległości. To wszystko z perspektywy swoich krajów.

Swiat niematerialny, tematy bardziej uniwersalne, także znajdują się na znaczkach. Są znaczki olimpijskie i, szerzej, sportowe. Są poświęcone lotnictwu i budownictwu, a także samej instytucji poczty. Tutaj przesłanie jest zwykle podobne, różni się jednak forma, bo różne są tradycje wizualne, różne mody i tendencje.

Pola Dwurnik postanowiła opowiedzieć raz jeszcze historię świata. Będzie ona alternatywna, bo podana nie słowami, a przedstawieniami ze znaczków. Opowieść każdego kraju wyklejona będzie z tego, co uznano tam za dość ważne, by na znaczkach pocztowych zamieścić.

Historia spraw uniwersalnych, np. religijności, sportu, sztuki, techniki podana zostanie na kolażach “światowych” – te wizje będą mieszanką stylów i manier ze wszystkich krajów, z których uda się zdobyć znaczki.

Bo znaczki trzeba zdobyć. Pola od roku apeluje o nadsyłanie znaczków (w czym od samego początku jej pomagam). Wszystkie szczegóły znajdziecie na stronie oficjalnej projektu Alternatywna Historia Swiata w Znaczku Pocztowym. Projekt możecie też śledzić na Facebooku.

W zamian za znaczki Pola oferuje podziękowania na stronie, na Fb i w planowanych publikacjach dotyczących projektu, który zostanie ukończony pewnie najwcześniej za kilka lat. Od swojego tłumu wymaga nie lada cierpliwości, a jednak znaczki przekazało już 70 osób i 11 instytucji, w tym operatorzy pocztowi z Austrii, Australii, Słowacji czy Szwajcarii (uprzedzając złośliwości dodam, że Poczta Polska wprawdzie nie zdecydowała się na przekazanie znaczków, ale życzliwie projekt wspiera). Tłum nie stanie się rzeczywistą częścią prac. Nie będzie mógł cieszyć się współautorstwem. Dostarcza jedynie surowca. A jednak bez tego surowca, bez znaczków, ta praca nie miałaby szans powstać.

TO NIE WSZYSTKO

Bo przecież są też artyści, którzy używają tłumu inaczej. Tworzą strukturę albo algorytm, a widz-użytkownik używając swojej pomysłowości i wrażliwości tworzy efekty, których sam artysta nigdy by nie przewidział. Jest też Marina Abramovic, która pozwala ludziom usiąść naprzeciw siebie i … No właśnie, co robić? Gdybym była złośliwa powiedziałabym, że w tym performansie artystka w zasadzie żeruje na publiczności. Na ciekawości i wrażliwości tłumu, który przyszedł na jej wystawę w MoMA (The Artist is Present). Ta sztuka tworzyła się w interakcji. Bez tłumu dzieło nie byłoby pełne. Być może nie istniałoby wcale.

Tą myślą kończę.
Temat na pewno jeszcze powróci. Tymczasem jeśli znasz ciekawe przypadki sztuki opartej na crowdsourcingu bardzo chętnie o nich usłyszę :) (mail, Facebook albo Twitter @FrelkaWasowska).

Frelka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>