mniej-znaczy-wiecej

Crowdfunding bez platformy?

To nie jest niemożliwe, bywa całkiem skuteczne. Weźmy Wielką Orkiestrę Swiątecznej Pomocy. Prawdziwy tłum wspiera tę ideę bez pośrednictwa jakichkolwiek (kick)starterów czy wspierajów. Więcej nawet – to raczej polskie platformy crowdfundingowe wiozą się na powodzeniu Orkiestry w akcjach takich jak to wirtualne serce.

W takim razie – można (i warto!) zadać sobie pytanie – po co mi platforma? Po co promować czyjąś markę, naganiać swoich przyjaciół i rodzinę na czyjś portal, na którym – o zgrozo! – inny projekt może przykuć ich uwagę?

To pozytywny blog, więc będą same plusy – najpierw te związane z platformami, potem z ich unikaniem.

PLATFORMY DAJA PROJEKTOM:

  • zabezpieczenie formalne – platforma ma swój model działania, prawnika i księgową. Platforma wie, że jako projektodawca możesz się na tym zupełnie nie znać i jest gotowa ci pomóc – powie co z podatkiem, pomoże z PITem i doradzi o co koniecznie musisz zapytać w swoim oddziale skarbówki.
  • promocję – zwłaszcza duże i profesjonalne platformy mają swoje grono użytkowników, którzy mogą łatwo trafić na twój projekt. Do tego newslettery wysyłane wprost do skrzynek wspierających, kontakty z mediami, wydarzenia promocyjne – jeśli się postarasz możesz trafić do newslettera Indiegogo albo wywiadu telewizyjnego Wspieram.to i zyskać na rozpoznawalności (i wpłatach!)
  • zaufanie do marki – fakt, że ludzie mają wpłacać pieniądze na konto platformy – dużej, rozpoznawalnej organizacji z osobowością prawną – a nie na prywatne konta Zdenka i Zbynka naprawdę ułatwia sprawę. Zastanów się – komu ufasz bardziej? Które rozwiązanie pozwala wierzyć, że nad pieniędzmi jest jakaś kontrola, że projektodawcy zostaną roliczeni z finansowego wsparcia? Ze w razie defraudacji środków (tfu!) będzie można liczyć na pomoc w dochodzeniu sprawiedliwości?
  • doradztwo merytoryczne – niektóre platformy (zwłaszcza te mniejsze) są gotowe udzielać projektodawcom wskazówek przed uruchomieniem kampanii. To mogą być bardzo cenne porady, ale prawdopodobnie nie zawsze takie są. Sama zastanawiam się czasami na ile są w stanie w natłoku projektów spojrzeć na każdy z nich indywidualnie i nie ciąć wszystkich na pazia jak od garnka.

A KIEDY NIE ZALEZYSZ OD PLATFORM?

  • możesz mieć w nosie ich zasady. Twoja kampania trwa tyle, ile według ciebie powinna. Jeśli uważasz to za słuszne, może nie mieć żadnych grafik, filmów ani zdjęć. Jej opis może składać się z jednego zdania lub z morza pseudonaukowego bełkotu i nikomu nic do tego. Nikt nie zna twojej grupy docelowej lepiej niż ty.
  • dostajesz wszystkie pieniądze. Wprawdzie nikt nie pomoże Ci z naliczeniem podatku, ale przecież to nie jest aż tak skomplikowane. Najważniejsze, że nie ma żadnej prowizji. Nawet jeśli nie zbierzesz całej kwoty, pieniądze zostają na Twoim koncie jak w finansowaniu elastycznym. Wciąż bez prowizji. Pięknie!
  • możesz żonglować określeniami swojego przedsięwzięcia. Niektórym powiesz, że to crowdfunding. Ale na swojej stronie możesz uniknąć tego modnego, młodzieżowego, technologicznego i w gruncie rzeczy niezrozumiałego słowa. Prowadzisz zbiórkę publiczną.

Jeśli twoi miłośnicy mają średnio więcej niż 55 lat, jeśli działasz w środowiskach konserwatywnych, np. akademickich, jeśli zajmujesz się dajmy na to historią, pracujesz na uniwersytecie, masz wsparcie poważnej fundacji i zbierasz pieniądze na cyfrową bazę danych poświęconą średniowiecznym sposobom upamiętniania zmarłych na ziemiach dzisiejszej Holandii – oto rozwiązanie dla ciebie.

Twoja instytucja, albo wspierająca cię fundacja zajmie się formalnościami i zapewni prestiżowe logo wzbudzające powszechne zaufanie. I z całą pewnością ma swój dział PR i kontakty z mediami. Może nawet wtyki w mediach publicznych. Kto wie?

Dlatego kampanie takie jak MeMO (Medieval Memoria Online) nie potrzebują platform crowdfundingowych.

Polskie prawo powoli przystosowuje się do istnienia crowdfundingu, urzędy skarbowe uczą się jak nie rzucać kłód pod nogi. Można wymyślić mnóstwo zbiórek, które poradzą sobie doskonale bez platform crowdfundingowych tak jak setki zbiórek, które radziły sobie dotychczas. Jeśli wspiera cię poważna instytucja lub organizacja, albo jest z tobą znana osoba ciesząca się szerokim autorytetem; jeśli twoja sprawa ma magiczną moc przyciągania dziennikarzy i internautów albo jeśli jesteś celebrytą – zastanów się, czy na pewno chcesz oddawać część środków projektu na rozwój i funkcjonowanie dowolnej platformy crowdfundingowej. Nie ma w tym wprawdzie nic złego (jest nawet sporo dobrego), ale zbyt łatwo ulegamy złudzeniu, że to jedyne rozwiązanie. To decyzja, którą trzeba podjąć, a odpowiedzialność za nią spocznie na tobie!

Miłego myślenia! :)

Jeśli jednak zdecydujesz się na współpracę z platformą crowdfundingową, może zechcesz poczytać o tym jak wybrać platformę najlepszą dla twojego projektu.

Frelka

 

 

One thought on “Crowdfunding bez platformy?”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>